Przez pierwsze lata działalności przedsiębiorca często jest najważniejszą osobą w firmie. To on podejmuje większość decyzji, zna kluczowych klientów, negocjuje najważniejsze kontrakty i wie, gdzie znajdują się najistotniejsze informacje.
Taki model może być bardzo skuteczny na początku. Problem pojawia się wtedy, gdy firma rośnie, a sposób jej funkcjonowania pozostaje bez zmian.
Jeżeli każda ważna decyzja wymaga obecności właściciela, przedsiębiorstwo staje się od niego uzależnione. Właściciel nie może się wycofać, zrobić dłuższej przerwy, rozwijać kolejnych projektów ani swobodnie przygotować firmy do sprzedaży.
Co więcej, z perspektywy inwestora przedsiębiorstwo, które nie może funkcjonować bez swojego założyciela, jest po prostu bardziej ryzykowne.
Dlatego jednym z najważniejszych etapów rozwoju firmy jest moment, w którym przedsiębiorca przestaje być jej „niezastąpionym” operatorem, a zaczyna budować organizację zdolną do samodzielnego działania.
Firma powinna działać dzięki systemowi, a nie jednej osobie
Dobrze zorganizowane przedsiębiorstwo nie powinno opierać się na założeniu, że właściciel zawsze będzie dostępny.
Oczywiście jego wiedza, doświadczenie i relacje biznesowe mogą mieć ogromną wartość. Nie powinny jednak stanowić jedynego mechanizmu zapewniającego ciągłość działalności.
W praktyce oznacza to konieczność uporządkowania:
- struktury zarządczej,
- zakresu kompetencji poszczególnych osób,
- zasad reprezentacji,
- obiegu informacji,
- procedur podejmowania decyzji,
- odpowiedzialności za kluczowe procesy.
Dopiero wtedy przedsiębiorstwo zaczyna funkcjonować jak organizacja, a nie jak biznes skupiony wokół jednej osoby.
Odpowiednia struktura zarządcza pozwala właścicielowi odzyskać czas
W małych firmach właściciel często jest jednocześnie strategiem, handlowcem, negocjatorem i osobą podejmującą decyzje operacyjne.
Wraz ze wzrostem przedsiębiorstwa taki model staje się coraz mniej efektywny.
Jednym z pierwszych kroków powinno być więc określenie, które decyzje rzeczywiście wymagają zaangażowania właściciela, a które mogą zostać przekazane zarządowi, dyrektorom lub innym menedżerom.
Nie chodzi przy tym o całkowite oddanie kontroli.
Celem jest stworzenie takiej struktury, w której właściciel zachowuje wpływ na strategiczne decyzje, ale nie musi osobiście zatwierdzać każdej umowy, zatrudnienia czy wydatku.
Delegowanie kompetencji musi mieć jasne granice
Samo przekazanie obowiązków pracownikom nie wystarczy.
Konieczne jest również określenie zakresu ich uprawnień.
W praktyce warto ustalić między innymi:
- kto może zawierać umowy w imieniu spółki,
- do jakiej wartości może podejmować zobowiązania,
- kto zatwierdza większe wydatki,
- kto odpowiada za relacje z kluczowymi kontrahentami,
- które decyzje wymagają zgody zarządu,
- które decyzje pozostają zastrzeżone dla wspólników.
Takie zasady mogą zostać uzupełnione odpowiednimi pełnomocnictwami lub regulacjami wewnętrznymi.
Dzięki temu pracownicy nie muszą za każdym razem zwracać się do właściciela z pytaniem, czy mogą podjąć konkretną decyzję.
Prokura i pełnomocnictwa jako narzędzia ciągłości działania
Właściwe wykorzystanie instrumentów prawnych może znacząco ułatwić funkcjonowanie przedsiębiorstwa bez stałego udziału właściciela.
Jednym z nich jest prokura, czyli szczególny rodzaj pełnomocnictwa udzielanego przez przedsiębiorcę podlegającego wpisowi do CEIDG albo KRS.
Odpowiednio ustanowiona prokura może pozwolić na sprawniejsze dokonywanie czynności związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa.
Podobną funkcję, w węższym zakresie, mogą pełnić pełnomocnictwa udzielane konkretnym osobom do określonych czynności.
Ważne jest jednak, aby zakres umocowania odpowiadał rzeczywistym potrzebom przedsiębiorstwa. Zbyt szerokie uprawnienia mogą zwiększać ryzyko, a zbyt wąskie – prowadzić do sytuacji, w której pracownik nadal będzie musiał każdorazowo angażować właściciela.
Regulaminy i procedury powinny zastępować wiedzę znajdującą się wyłącznie „w głowie właściciela”
Właściciel często zna firmę od podszewki.
Wie, z którym klientem można negocjować cenę, który dostawca wymaga szczególnej uwagi i jak rozwiązać problem, który dla nowego pracownika może być całkowicie nieoczywisty.
Problem polega na tym, że taka wiedza nie jest dostępna dla całej organizacji.
Dlatego wraz z rozwojem firmy warto przenosić najważniejsze zasady działania do procedur i regulaminów.
Nie oznacza to konieczności tworzenia setek stron dokumentacji.
Najbardziej przydatne są proste procedury dotyczące kluczowych procesów, takich jak:
- zawieranie umów,
- akceptacja wydatków,
- obsługa reklamacji,
- bezpieczeństwo informacji,
- dostęp do systemów,
- podejmowanie decyzji inwestycyjnych,
- reagowanie na sytuacje kryzysowe.
Dzięki temu firma zachowuje ciągłość działania również wtedy, gdy konkretna osoba jest niedostępna.
Kluczowi pracownicy powinni być elementem planu bezpieczeństwa firmy
Nie tylko właściciel może być „single point of failure”.
W wielu przedsiębiorstwach podobną rolę pełni jeden dyrektor, handlowiec, informatyk czy menedżer posiadający całą wiedzę dotyczącą określonego obszaru działalności.
Warto więc przeanalizować, które stanowiska są kluczowe dla funkcjonowania przedsiębiorstwa i odpowiednio zabezpieczyć relacje z tymi osobami.
Znaczenie mogą mieć między innymi:
- odpowiednio skonstruowane umowy,
- zasady poufności,
- ochrona know-how,
- regulacje dotyczące własności intelektualnej,
- zakaz konkurencji, jeżeli jest prawnie dopuszczalny i właściwie skonstruowany,
- zasady przekazywania obowiązków.
Celem nie powinno być uzależnienie firmy od pracownika, ale przeciwnie – zabezpieczenie przedsiębiorstwa przed utratą kluczowej wiedzy.
Sukcesja zaczyna się od zbudowania firmy, która może działać bez właściciela
Sukcesja jest znacznie łatwiejsza, jeżeli przedsiębiorstwo nie jest całkowicie uzależnione od swojego założyciela.
Jeżeli właściciel jest jednocześnie jedynym decydentem, osobą posiadającą relacje z kluczowymi klientami i jedynym źródłem wiedzy o przedsiębiorstwie, przekazanie firmy kolejnemu pokoleniu może okazać się bardzo trudne.
Dlatego przygotowanie do sukcesji powinno obejmować nie tylko kwestie majątkowe, ale również organizacyjne.
Przedsiębiorca powinien odpowiednio wcześnie odpowiedzieć na pytania:
- kto będzie zarządzał firmą,
- kto będzie podejmował strategiczne decyzje,
- kto posiada wiedzę o kluczowych procesach,
- kto będzie reprezentował spółkę,
- co stanie się z udziałami właściciela,
- jak przedsiębiorstwo będzie funkcjonować w okresie przejściowym.
To właśnie te kwestie decydują o tym, czy sukcesja będzie rzeczywistym przekazaniem biznesu, czy jedynie zmianą właściciela na dokumentach.
Firma niezależna od właściciela jest atrakcyjniejsza dla inwestora
Budowanie przedsiębiorstwa, które działa bez właściciela, ma jeszcze jedną istotną zaletę.
Zwiększa jego wartość z perspektywy potencjalnego inwestora lub nabywcy.
Inwestor nie chce bowiem kupować wyłącznie przychodów. Chce nabyć przedsiębiorstwo, które będzie w stanie generować wyniki również po zmianie właściciela.
Jeżeli odejście założyciela oznacza utratę klientów, wiedzy, relacji biznesowych i zdolności decyzyjnej, inwestor będzie postrzegał taką transakcję jako bardziej ryzykowną.
Może to prowadzić do:
- niższej wyceny,
- dodatkowych zabezpieczeń,
- earn-outu,
- konieczności pozostania właściciela w biznesie przez określony czas,
- bardziej szczegółowego due diligence.
Im bardziej samodzielna jest organizacja, tym łatwiej wykazać, że jej wartość nie wynika wyłącznie z osoby założyciela.
Największym błędem jest delegowanie dopiero wtedy, gdy właściciel nie może już wszystkiego kontrolować
Wiele firm zaczyna tworzyć struktury zarządcze dopiero wtedy, gdy przedsiębiorca jest już przeciążony obowiązkami.
To często zdecydowanie za późno.
Budowanie samodzielnej organizacji wymaga czasu. Pracownicy muszą nauczyć się podejmowania decyzji, procedury muszą zostać przetestowane, a odpowiedzialność za poszczególne obszary musi zostać rzeczywiście przeniesiona.
Dlatego warto rozpocząć ten proces wtedy, gdy właściciel nadal ma pełną kontrolę nad przedsiębiorstwem.
Paradoksalnie najlepszym momentem na sprawdzenie, czy firma rzeczywiście działa bez właściciela, jest sytuacja, w której właściciel może na jakiś czas przestać być jej operatorem.
Przedsiębiorca powinien budować firmę, z której może kiedyś odejść
Celem nie jest stworzenie przedsiębiorstwa, w którym właściciel staje się niepotrzebny.
Celem jest stworzenie przedsiębiorstwa, którego wartość nie znika wraz z jego odejściem.
Odpowiednia struktura zarządcza, delegowanie kompetencji, pełnomocnictwa, procedury, zabezpieczenie relacji z kluczowymi pracownikami oraz plan sukcesji pozwalają stopniowo uniezależniać organizację od jednej osoby.
Ma to znaczenie nie tylko w przypadku sprzedaży firmy czy przekazania jej kolejnemu pokoleniu.
Dobrze zorganizowane przedsiębiorstwo jest również bardziej odporne na kryzysy, łatwiej się skaluje i pozwala właścicielowi skoncentrować się na decyzjach naprawdę strategicznych.
Podsumowanie
Przedsiębiorca nie powinien być niezastąpiony. Jeżeli każda istotna decyzja, relacja z klientem czy informacja znajduje się wyłącznie w jego rękach, firma może rozwijać się tylko tak szybko, jak pozwala na to jego czas i możliwości.
Dojrzałe przedsiębiorstwo potrzebuje struktury, która pozwala mu działać niezależnie od jednej osoby. Odpowiedzialność powinna być rozdzielona, kompetencje jasno określone, a najważniejsze procesy opisane i zabezpieczone.
Tak zbudowana firma jest nie tylko łatwiejsza w zarządzaniu. Jest również lepiej przygotowana na sukcesję, pozyskanie inwestora, sprzedaż przedsiębiorstwa czy nieprzewidziane zdarzenia.
Największą wartością właściciela nie powinno być więc to, że firma nie może bez niego funkcjonować. Powinno nią być stworzenie przedsiębiorstwa, które działa sprawnie także wtedy, gdy właściciel przestaje zajmować się jego codziennym prowadzeniem.

